Dorosły autystyk - wywiad z Natalią Marią Wojciechowską, primabaleriną ze spektrum autyzmu

2019-10-04 (data modyfikacji: 2019-10-07)

Kiedy dowiadujesz się, że w twojej klasie będzie uczeń ze spektrum autyzmu, w twojej głowie pojawia się wiele pytań – przede wszystkim zastanawiasz się, jak do niego dotrzeć i sprawić, by czas spędzony w szkolnej ławce był dla niego interesujący. Dużo słyszy się o osobach ze spektrum autyzmu: że są pozbawione emocji, empatii i zainteresowania sprawami społecznymi. W kuluarach często mówi się, że nie warto angażować się w integrację autystycznych uczniów i walczyć o ich sukces. Dziś chcemy obalić mity na temat autystyków. 

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Natalią Marią Wojciechowską – dorosłą osobą z autyzmem, która osiągnęła ogromny sukces. Była solistką Polskiego Baletu Narodowego, jest laureatką wielu prestiżowych nagród w dziedzinie tańca, założycielką teatru i fundacji oraz pedagogiem. Angażuje się ponadto w akcje społeczne, m.in. w walkę o zaprzestanie przemocy w szkołach baletowych oraz w szerzenie wiedzy o cierpieniu zwierząt hodowlanych. Polecamy wywiad szczególnie nauczycielom, dla których spojrzenie dorosłego autystyka na sferę edukacji osób ze spektrum będzie bardzo cenne. 
 
Natalia Maria Wojciechowska, fot. Karolina Rabiega
 
Pani Natalio, określa się Pani mianem „dorosłego autystyka”. Kiedy otrzymała Pani diagnozę? Co sprawiło, że zaczęła Pani myśleć o sobie jako o osobie ze spektrum autyzmu?
Autyzm zdiagnozowano u mnie w 35 roku życia, jednak od zawsze czułam się inna niż otaczający mnie ludzie. Mówiono mi, i tak też myślałam, że jestem przewrażliwiona, histeryzuję, robię z igły widy i odstawiam dramaty. Gdy skończyłam 18 lat, postanowiłam udać się specjalistów, jednak żaden spośród wielu nie wspomniał o autyzmie – skupiali leczenie na objawach, które tak naprawdę były próbą dostosowania się do społeczeństwa. Wtedy też o autyzmie nie mówiło się wiele, więc moje symptomy – nerwica, zaburzenia osobowości i odżywiania, wyreżyserowane zachowania i wymowa – nie zostały poprawnie zdiagnozowane.  Po pewnym czasie zaczęłam zauważać u siebie brak hamulców społecznych, nadwrażliwość układu nerwowego, zamykanie się w sobie, reakcje histeryczne. Ukojenie dawało mi powtarzanie ruchów lub czynności. Wciąż jednak nie myślałam o autyzmie, ponieważ nie wiedziałam, że może on mieć różne spektrum i u każdego inaczej się przejawiać.  
Kiedy wgłębiłam się w temat autyzmu, czułam się, jakbym czytała o sobie. Starałam się zepchnąć tę świadomość na dalszy plan, jednak wciąż wracała jak bumerang. Gdy w wyniku wielu tragicznych wydarzeń, zaczęłam czuć się źle sama ze sobą, zrozumiałam, że ja nawet nie mówię swoim głosem, że zawsze myślę jak coś powiedzieć, jak zmodulować głos, jak ułożyć głowę, rękę, że zawsze mam co najmniej kilkanaście wariantów danej sytuacji. Obejrzałam serial Atypical, poczytałam o autyzmie i udałam się do specjalisty. Dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą –  diagnoza się potwierdziła i w końcu mogłam zacząć uczyć się być sobą – wolną od oceniania samej siebie. Zaczęłam być świadomym dorosłym autystą. 
 
Czy diagnoza coś zmieniła w Pani życiu? Jakie były to zmiany?
Diagnoza była błogosławieństwem. Jakby mózg dostał w końcu brakującą do rozwikłania zagadki informację. Zrozumiałam swoją inność, zaczęłam ją poznawać, by w końcu pokochać. To nie był łatwy proces i nadal czasem jest trudniej. 
Przede wszystkim zaczęłam się edukować na temat autyzmu, analizować swoje całe życie pod jego kątem. Dzięki temu zrozumiałam, co mnie przebodźcowuje, jak na to reaguję, jak działać w takich sytuacjach lub jak ich unikać oraz jak można skierować obsesje na coś konstruktywnego. Zaczęłam się uczyć żyć od nowa. Dzięki diagnozie i jej zrozumieniu jestem  inną osobą, bardziej łagodną dla siebie. Przestałam się karać za swoją inność, głębsze odczuwanie, słowotoki, nadmierną analizę. Pozwoliłam sobie być tą inną i „dziwną”, a także nie zwracać uwagi na to, co myślą inni. To uczy mnie także tolerancji i akceptacji, ponieważ teraz to ja tłumaczę sposób, w jaki postrzegam świat – i staram się wtedy się nie irytować, nie zamykać w sobie.  
 
Czy pamięta Pani z dzieciństwa sytuacje, w których myślała Pani, że różni się od innych dzieci? Jaki wpływ te różnice miały na Pani dzieciństwo?
Zawsze stałam z boku. Nigdy nie uczestniczyłam w zabawie z rówieśnikami, którą uważałam za bezsensowną. Miałam swój świat, w którym wszystko było bardzo ciekawe, ale fragmentaryczne, np. chusteczka, skrawek liścia, czyjeś czoło, ale nigdy nie cały obraz. Stworzyłam swój własny język, w którym do siebie mówiłam; często też powtarzałam słowa, bo uważałam je za śmieszne i sprawiały mi przyjemność. Gdy miałam około 7 lat, wszystkie rzeczy nazywałam gaga. Moja inność spowodowała, że dzieci zawsze mnie wykluczały ze swojej grupy. 
 
W jaki sposób spektrum wpływało na Pani sytuację szkolną? Miała Pani jakieś trudności edukacyjne, jeśli tak – jakie?
Gdy miałam 5 lat, tata zabrał mnie do psychologa dziecięcego, ponieważ znacząco różniłam się od swojej siostry – nie byłam tak komunikatywna, zawieszałam się, mało mówiłam. Co ważne, w latach 80. XX w., gdy o autyzmie nikt nie słyszał, rodzice mówili, że jestem upośledzona – teraz już rozumiem, że zachowywałam się na tyle odmiennie, że nikt nie wiedział, co jest ze mną nie tak, jednak wtedy ta wizyta była dla mnie traumatyczna. Psycholog jednak stwierdził, że jestem na etapie rozwoju ucznia 3 klasy szkoły podstawowej i zasugerował wcześniejsze rozpoczęcie nauki w szkole, co też się stało. Okazało się, że mam astygmatyzm, dysleksję, dysortografię, jestem dalekowidzem i introwertykiem – bo tak dawniej najczęściej nazywano autystów. 
W szkole najważniejsza była dla mnie nauka. Choć nie uczyłam się dużo w domu, byłam wzorową uczennicą, bo zapamiętywałam dużo na lekcjach. Trudności miałam głównie z ortografią, nie rozumiałam jej zasad i nie umiałam usłyszeć różnic. Na szczęście trafiłam na wspaniałą nauczycielkę, która po lekcjach poświęcała mi czas, aby tłumaczyć mi zagadnienia indywidualnie, w sposób dostosowany do mnie. 

Natalia Maria Wojeciechowska, fot. z archiwum prywatnego
Co Panią najbardziej motywowało, a co zniechęcało do nauki?
Tylko ja sama mogłam siebie zmotywować, jeśli coś uznałam za logiczne. I tak to jest z nami, autystami – nic nas nie zmusi, chyba, że my sami będziemy tego chcieć.
Co mogę zasugerować nauczycielom i rodzicom – nie zmuszajcie nas do niczego, ponieważ wtedy blokujecie odkrycie naszej własnej ścieżki. Zachęcajcie raczej, abyśmy mogli tworzyć własne rozwiązania. Obserwujcie, zadawajcie pytania, proście o wytłumaczenie i po prostu okazujcie zainteresowanie, a wtedy się przed wami otworzymy. 
 
Często mówi się, że uczniowie z autyzmem są w trakcie edukacji narażeni na przemoc. Inni uczniowie, ich rodzice i nauczyciele nie rozumieją z jakimi problemami uczniowie w spektrum autyzmu się borykają i nie są przygotowani na współpracę z takim dzieckiem. Jak układały się Pani relacje z otoczeniem?
Ludzie są okrutni w stosunku inności, jednak posiadają instynkt przetrwania – autyści również, dlatego właśnie próbujemy się przystosować lub bronić. Uważam, że nadmierna ochrona autysty nie pozwala mu wypracować własnych systemów ochrony, które służą do odnalezienia swojego miejsca w społeczeństwie. Zawsze byłam obgadywana, wyrażano się o mnie alien, debil, dziwoląg, wyrzucano moje rzeczy, naśmiewano się z mojego wyglądu lub odzieży. Moje oderwanie od rzeczywistości pozwoliło mi przetrwać, ale też sprawiło, że w pewnym momencie swojego życia miałam głęboką depresję i poważne myśli samobójcze. Nie ma jednej recepty na przetrwanie  – każdy musi znaleźć własną drogę, ale życzliwość ludzi wkoło na pewno byłaby bardzo pomocna. 
 
Często mówi się, że dzieci w spektrum autyzmu mają bardzo konkretne zainteresowania, pasje i potrafią skupiać na nich niemal całą swoją uwagę. Jak tak było w Pani przypadku?
Od najmłodszych lat interesowało mnie, jak zbudowany jest organizm, więc uczyłam się obsesyjnie nazw wszystkich kości i mięśni – po łacinie. Myślę, że mogłabym być chirurgiem, bo w tej pracy liczą się konkretne umiejętności. Nie ma tam też miejsca na zbędne dyskusje.
 
Jak odkryła Pani swoją miłość do tańca?
Moja mama twierdziła, że taka się urodziłam. Od zawsze zamiast mówić, tańczyłam. Isadora Duncan – prekursorka tańca modern – nazywała taniec sekretnym językiem duszy. Stał się też moim językiem, tak najlepiej komunikuję się z otoczeniem. 
 
Co wpłynęło na wybór szkoły baletowej? Myśli Pani, że mogłaby się Pani spełniać również w innym zawodzie?
Tak naprawdę nie było dla mnie innego wyboru. Najpierw chciałam być chirurgiem ze względu na moje obsesyjne zainteresowanie anatomią, jednak w końcu wygrał taniec – świat, w którym nie trzeba mówić. 
 
Jaką rolę w Pani życiu odgrywa obecnie taniec?
Nadal jest moim światem i najpłynniejszym językiem. Tańczę, uczę innych i tworzę spektakle taneczne. Cała jestem tańcem.
 
Osiągnęła Pani sukces, o jakim marzy wiele dziewcząt i kobiet. Została Pani solistką w balecie, a obecnie prowadzi Pani swój własny zespół. Co Pani zdaniem pomogło to osiągnąć?
Autyzm – czyli obsesyjne robienie tego, co się chce, nie zwracając przy tym uwagi na zdanie innych ludzi. 
 
Uczyła się Pani zarówno w Polsce, jak i za granicą, w Hamburgu. Jakie są różnice w podejściu do uczniów w obu tych systemach edukacyjnych?
Na ten temat mogłabym napisać książkę, ale w skrócie na wschodzie stosuje się przemoc psychiczną i fizyczną, zaś na zachodzie spotkałam się z życzliwością i człowieczeństwem. Więcej o mojej opinii na ten temat można dowiedzieć się z akcji #stopprzemocywszkołachbaletowych, którą stworzyłam. Zapraszam na fanpage na Facebooku pod tą samą nazwą lub kanał YouTube Stop Przemocy w Szkołach Baletowych.

fot. Carlos Alves
Powszechna opinia głosi, że dzieci ze spektrum autyzmu mają problemy w nawiązywaniu relacji oraz we współpracy w grupie. Zanim została Pani solistką, musiała Pani pracować w balecie, gdzie praca zespołowa jest codziennością. Czy ta forma pracy była dla Pani trudna? Jakich trudności Pani doświadczyła?
Od zawsze byłam solistką, przecież autyzm, gr. autós, znaczy sam
Nie musiałam za bardzo współpracować z innymi, więc tego nie robiłam. Byłam krnąbrna, silna, indywidualna i nie słuchałam poleceń. Ponoć to idealne cechy artysty, jednak nie w przypadku baletnicy, która ma być potulna i pokorna. 
Na  początku dostawałam partie zespołowe, jednak wyróżniłam się – byłam zbyt ekspresyjna, więc szybko zaczęłam otrzymywać partie solistyczne partie i tak już zostało. Nigdy jednak nie czułam się lubiana i akceptowana, nawet jako solistka byłam niewygodna, bo „nie znałam swojego miejsca”. 
 
Angażuje się Pani w akcje społeczne m.in. w akcję na rzecz zaprzestania przemocy w stosunku do uczniów w szkołach baletowych. Czy również Pani dotknęła przemoc w szkole baletowej?
Tak, ale nie chcę o tym mówić – to za dużo mnie kosztuje. Poza tym częste powtarzanie wypowiedzi na ten temat zaczyna być frustrujące, irytujące i prowadzi mnie do przebodźcowań. Zamiast tego zapraszam do obejrzenia wywiadu na YouTube Siedem metrów pod ziemią o koszmarze baletnicy.
 
 
Jakie jest Pani podejście do uczniów? Jaki związek ma spektrum autyzmu z Pani stosunkiem do podopiecznych?
Traktuję innych tak jak sama chciałabym być traktowana. Z czułością, troską, logicznym tłumaczeniem wszystkiego, odpowiadaniem na pytania, a nie uciszaniem. Stawiam na kształtowanie wszechstronnych, świadomych i mądrych ludzi, tancerzy. 
 
Na co przede wszystkim zwróciłaby Pani dziś szczególną uwagę, gdyby miała Pani uczennicę/ucznia ze spektrum autyzmu?
Zwróciłabym uwagę na: niepowtarzanie komunikatów, przyzwolenie na kwestionowanie, szczegółowe, ale jednokrotne tłumaczenie każdego elementu, odpowiadanie na każde pytanie.
 
Czy myśląc o trudnościach, jakie musiała Pani pokonać, ma Pani jakieś rady dla nauczycieli uczniów w spektrum autyzmu? Jeśli tak, jakie?
Będę brutalnie bezpośrednia: dajcie im żyć po swojemu. Pamiętajcie, że im bardziej do czegoś przymuszacie, tym efekt jest odwrotny. Osoby z autyzmem trzeba zrozumieć i być im życzliwym. Czujemy każdą negatywną myśl i atakujemy, bardzo silnie pokazujemy niezgodę przez histerię i/lub agresję, albo zamykamy się w sobie.  
 
 
Natalia Maria Wojciechowska (Rebel Ballerina) – tancerka, choreografka, pedagog. Założycielka i dyrektor artystyczna Warsaw Ballet, Neoclassica Ballet Center oraz Fundacji Neoclassica wspierającej sztukę tańca neoklasycznego w Polsce. Absolwentka Hamburskiej Szkoły Baletowej im. Johna Neumeiera i Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Romana Turczynowicza w Warszawie. Została dwukrotnie uhonorowana stypendium Hapag-Lloyda dla osób wybitnie uzdolnionych oraz wieloma innymi nagrodami. Pracowała m.in. dla Teatru Muzycznego Roma, Operetki Mazowieckiej, Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, Polskiego Baletu Narodowego. Jest również uznanym sędzią międzynarodowych i krajowych konkursów tańca i sportu, a także instruktorem stretchingu podróżującym z warsztatami po całym świecie. Angażuje się w liczne akcje zwalczające przemoc oraz dyskryminację oraz brak rozumienia inności. Od niedawna poza innymi kanałami na YT prowadzi ŚWIAT WEDŁUG AUTYSTY.
 
    
fot. Michał Ignar
Zobacz więcej aktualności